Freedom machine – Maszyna wolności

Freedom machine - Maszyna wolności
Freedom machine - Maszyna wolności

Dziś kobieta na rowerze nie budzi tak skrajnych emocji, jak w poprzednim stuleciu. Coraz częściej widać na ulicach pędzące cyklistki, które z rozwianymi włosami i rumieńcem na twarzy mkną do szkoły, pracy, czy na zakupy. Na ulicach panuje coraz większa różnorodność, zarówno w kwestii wyboru roweru, jak i stylu jazdy.

Rynek rowerowy coraz częściej wychodzi naprzeciw kobiecym potrzebom i oferuje szeroki wachlarz akcesoriów i gadżetów rowerowych – od koszyczków, toreb i sakiew po stylowe dzwonki, lampy, osłony na koła, nakrętki na wentyle i całe bogactwo tak zwanej „biżuterii rowerowej”. Wśród gadżetów znajdziemy nie tylko dodatki, które ozdobią naszego „stalowego rumaka”, ale też zapewnią komfort w trakcie jazdy, czego przykładem są klipsy do sukienek czy pokrowce na siodełka. Do łask wróciły tzw. „holenderki” – praktyczne, wygodne, bardzo stylowe i idealne do miejskiej jazdy. Brak wysokiej ramy, a zatem brak konieczności zadzierania nóg pod brodę nie ogranicza kobiet w kwestii ubioru, a zachowanie wyprostowanej sylwetki pozwala na wygodną, stabilną i wielogodzinną jazdę. Tak jest dziś, a jak było kiedyś?

Wyścig kobiet z 1900 roku - Zdjęcie: State Library of South Australia / Foter / CC BY

Wyścig kobiet z 1900 roku – Zdjęcie: State Library of South Australia / Foter / CC BY

.

Nie od razu kobiety wsiadły na rowery. Okiełznanie pierwszych konstrukcji wymagało od dziewiętnastowiecznej niewiasty niemalże akrobatycznych zdolności. Należy pamiętać, że był to czas, kiedy ówczesny bicykl stanowił techniczne novum i nikt nie traktował tego wynalazku jako narzędzia do przemieszczania się, czy zdrowej rekreacji. Sytuacja zmieniła się pod koniec lat 70. XIX wieku, kiedy „dziwaczną konstrukcję” zastąpił rower z kołami o jednakowej średnicy i uproszczonym systemem hamulcowym. „Rover Safety Cycle” jako pierwszy rozpowszechnił się jako środek komunikacji i jest uznawany za prototyp współczesnych rowerów.

Istna rowerowa rewolucja rozpoczęła się wraz z nadejściem lat 90. XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Był to czas, w którym powstawało coraz więcej rowerowych manufaktur, a coraz bardziej popularny wynalazek był sukcesywnie ulepszany. Był to okres rewolucyjnych zmian, nie tylko w kwestii użytkowania pojazdu, ale przede wszystkim przełamywania pewnych konwenansów. Dziewiętnasty wiek to epoka kodeksów i przepisów, regulujących niemal wszystkie dziedziny życia. To prawdziwa kopalnia poradników, z których uczono się mówienia, chodzenia, kłaniania i patrzenia, a wszystko po to, żeby dobrze wypaść w towarzystwie. W świecie pełnym złudzeń i teatralnych zachowań kobieta na rowerze burzyła pożądany obraz melancholijnej i ckliwej damy, mdlejącej i zalewającej się łzami w sytuacjach, które takich reakcji wymagały. Nic więc dziwnego, że ten „diabelski wynalazek” tak przysłużył się ruchowi emancypacyjnemu kobiet. Wycofane w cień męskiego świata damy wsiadły na rowery, zostawiając w tyle swych mężów, dzieci, ręczne robótki i ckliwe opowieści.

Spocone, zarumienione, z rozwichrzonymi włosami wystawiały swoje ciało na słońce, wiatr, a przede wszystkim na nieprzychylne spojrzenia tych bardziej dostosowanych uczestników dziewiętnastowiecznego spektaklu. Jedni odwracali wzrok, inni rzucali obelgi lub wznosili oczy ku niebu, przeczuwając, że nowy wynalazek może obudzić w kobiecie to, co przez tyle lat tłamsił niejeden kodeks savoir vivre’u. W świadomości wiktoriańskich mieszczan jazda na rowerze miała przynieść kobiecie katastrofalne skutki.

Blade, słabe i delikatne ciało niewieście uważano za kompletnie nieprzystosowane do tego rodzaju aktywności. Bezpośredni kontakt kobiecego krocza z twardym siodełkiem miał powodować rozregulowanie kobiecego cyklu miesiączkowego, a także choroby układu moczowego. Podejrzewano również, że permanentne stymulowanie łechtaczki i towarzyszące temu jednostajne ruchy wpłyną na rozwiązłość rozbudzonych seksualnie kobiet. Podjęto nawet próby wprowadzenia tzw. higienicznych siodełek – o wiele twardszych i tak skonstruowanych, by kobieta mogła oprzeć na nich tylko pośladki. Co do ubioru zalecano jazdę w długich spódnicach, które nie rozpraszały zbytnio uwagi męskiej części społeczeństwa.

Bardzo szybko jednak kobiety zaczęły wyłamywać się z takich nakazów nie tylko ze względu na wygodę, ale przede wszystkim bezpieczną jazdę. Pojawiły się wówczas pierwsze spodnie dla cyklistek – bloomers, które były szerokie, workowate i ukrywały bujne, kobiece kształty. Z czasem jednak coraz więcej kobiet decydowała się na sportowe męskie spodnie i proste koszule. M.. Rościszewski w poradniku „Pani domu” z 1904 roku zaleca kobietom jazdę spokojną, czyli taką, która nie narazi sylwetki na zbytnie „roztrzepanie”.

„Autor stwierdzał, że skoro kobieta już koniecznie musi uprawiać sporty, to niech czyni to przynajmniej z umiarem i spokojem. Powinna bowiem pamiętać, że taka rozrywka męczy, a od jej nadmiaru można dostać zawrotów głowy, stracić humor, na twarzy w miejsce zalotnego rumieńca pojawią się plamy, zrobią się worki pod oczami, włosy będą w nieładzie, pot skropi czoło, a cała postać straci wdzięk wrodzony i swobodę ruchów. Jednym słowem w wyniku uprawiania sportów kobieta przestaje być prawdziwą kobietą. Taka rozrywka nie dawała pogodzić się wizerunkiem damy” (A. Lisak, Życie towarzyskie w XIX wieku s. 131).

Jeżdżąc na tandemie należało pamiętać, by siadać za mężczyzną, zaś niedopuszczalna była jazda na trycyklach, które nie dawały możliwości wykazania kobiecego wdzięku. Istotnym problemem były spotkania narzeczonych, które nie mogły odbywać się bez tzw. przyzwoitek w postaci matki bądź służącej. W nowych okolicznościach, kobiecie mobilnej, łatwiej było wymknąć się na potajemne spotkania, a starej matce nie w smak było pedałowanie za młodymi.

Nic więc dziwnego, że same cyklistki ochrzciły rower mianem „maszyny wolności” (freedom machine). Pokonywanie coraz większych odległości sprzyjało odkrywaniu nowych możliwości i przełamywaniu wewnętrznych barier. I tak narodziła się Nowa Kobieta – New Woman, która porzuciła nie tylko niewygodne ubranie, ale przede wszystkim „niewygodny” sposób myślenia.

.

Tekst: Jagoda Rychter

.

Jagoda Rychter prowadzi bloga Cyklon Bajkowy czyli Rowerowe podróże po Warmii i Mazurach. Kobieco, z wdziękiem i siłą cyklonu. Strona na Facebooku: Cyklon Bajkowy

Bibliografia: A. Lisak, Życie towarzyskie w XIX wieku. Salony, bale, teatry, Warszawa 2013. A. Chwoła, Cyklistki w: „Zadra”nr 1/2010, s. 67-69.

.

Zainteresowało Cię? Podziel się z innymi:

Zainteresuje Cię Również...

Dodaj Komentarz...