Mówi, że jeździła rowerem w około 30 krajach, między innymi Austria, Rumunia, Węgry, Bułgaria, Ukraina, Czeczenia, Rosja, Dagestan, Osetia, Inguszetia… oraz wiele, wiele innych wschodnich jak i zachodnich regionów świata. Dziś kolejną niezwykłą osobą cyklu „Moja Przygoda z Rowerem” jest Dorota Łuszczek, podróżniczka, która zwykła podróżować rowerem samotnie jak również blogerka znana w internecie jako Nakręcona Kręceniem.

Jak zaczęła się moja przygoda z rowerem? Jak pomógł mi w życiu / czego nauczył? – opowiada Dorota Łuszczek.

Moja przygoda z rowerem trwa od zawsze… Czyli od momentu, kiedy nauczyłam się (a precyzyjniej od kiedy uczyłam się), się jeździć. Pamiętam, jak Tata uczył mnie poruszać się na rowerze i jak ogromną frajdę mi to sprawiało. Tak ogromną, że gdy Mama wołała mnie na obiad ja nie chciałam iść, choć byłam ogromnym łakomczuchem, bo nie chciałam przerywać zabawy na rowerze.

W weekendy Tata często zabierał mnie (moją siostrą, kuzyna i też inne dzieciaki z osiedla) na „wyprawy”, czyli dłuższe wypady po okolicy. Już wtedy to uwielbiałam – odkrywanie świata na rowerze. Oczywiście był to ograniczony świat, ale dla kilkuletniego dzieciaka napędzającego swojego zielonego Reksia odziedziczonego po starszej siostrze to było coś… Na tyle „coś”, że teraz przekuło się w dalekie wyprawy. Moją pierwszą kilkudniową wyprawę odbyłam, jak miałam 17 lat. Wraz ze znajomymi pojechaliśmy eksplorować Szlak Orlich Gniazd. Ważnym rokiem był 2013, kiedy zaczęłam jeździć sama na dłuższe wypady.

Dorota Łuszczek
Dorota na jednej z wypraw. Bułgaria 2017 rok.
Ukraina 2017

Myślę, że rower nauczył mnie wielu rzeczy. Przede wszystkim radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Z całą pewnością rower pozwolił mi rozwinąć w sobie tę umiejętność, a także wiarę w siebie, że poradzę sobie. Co by się nie działo, jakoś „ogarnę”. I faktycznie tak bywało. Bardzo dobrym przykładem tego są moje tegoroczne urodziny, które spędzałam w Palestynie.

Wieczorem stałam w mieście Jenin otoczona palestyńską policją (mężczyźni z kałasznikowami; podobno Jenin to bardzo niebezpieczne miejsce), nikt nie mówił po angielsku (tylko po arabsku), ja zastanawiałam się, czy będę spać na zamkniętym checkpoincie, czy na ulicy, czy może będę jechać w nocy przez Palestynę po górach (musiałabym odpuścić Nazaret) – ogólnie nieciekawie, a ja nie miałam w sobie żadnego niepokoju. Sytuacja tak się wyklarowała, że ja śmiałam się głośnym śmiechem z taką dziecięcą radością w środku, jakiś palestyński policjant śpiewał mi „Happy Birthday” przez telefon… Świetny klimat!

Ostatecznie w eskorcie policji wylądowałam w tanim hotelu. Jest ten to jeden z przykładów trudnej sytuacji, gdzie mimo nieciekawej perspektywy nie panikowałam. Bywało wiele różnych sytuacji, że jedyne co zostawało to rozpłakać się, ale przecież to nic nie da, trzeba wymyślić, jak sobie poradzić i na pewno nie panikować. Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że nie było tak zawsze, że przyjmowałam ze spokojem trudne sytuacje. Rower, podróże rowerowe rozwinęły to we mnie.

Rumunia / Bukareszt 2017 rok
Węgry 2017

Ponadto, rowerowe wyprawy nauczyły mnie, że warto wierzyć w ludzkie dobro (nie mylić z naiwnością). Podczas podróży doświadczałam wiele ludzkiego dobra. Przemoczona, zziębnięta byłam zapraszana przez obcych ludzi. Goszczona, karmiona przez nich.

Bywało, że ktoś specjalnie dla mnie coś kupował i wracał, żeby mi to dać (czy to lampkę, czy kamizelkę, czy jedzenie). Często spotykani ludzie naprawdę kibicowali mi,  żeby dalsza podróż się powiodła, żebym dojechała tam gdzie chcę, żeby wszystko poszło dobrze. Zaciekawieni mną, że ja tak sama, czułam, że to nie są słowa, które wypada powiedzieć, tylko coś co oni rzeczywiście chcą powiedzieć.

Uważam, że to jest jeden z najpiękniejszych aspektów mojej jazdy na rowerze. Doświadczając wiele dobra, ja sama chcę ludziom pomagać, nie chcę być obojętna. Oczywiście bywały małe porażki w tej kwestii, pojawiało się rozczarowanie brakiem empatii, czy ignorancją, ale bilans mimo wszystko wychodzi zdecydowanie na plus.

Myślę, też, że rower nauczył mnie pokory (albo może uczy, bo to chyba nie jest jeszcze proces dokończony…). Im trudniejsze miejsca wybieram, tym bardziej ta pokora się rozwija. Poza tym dzięki tej rowerowej zajawce widziałam sporo miejsc, mogłam choć trochę poznać inne kultury (jako, że jestem z wykształcenia socjologiem mocno odchylonym w stronę antropologii czuję pewnego rodzaju osobiste spełnienie wchodząc na tyle ile to możliwe podczas takiej podróży w kulturę innych społeczeństw, choć w tej kwestii zawsze wracam z ogromnym niedosytem; niestety czas to ogromny terrorysta).

Macedonia 2016
Morze Bałtyckie / Polska

Rower pozwolił mi odkryć nie tylko konkretne punkty, ale doświadczyć wielu krajów na przestrzeni setek kilometrów. Według mnie jest to najlepszy środek transportu z tego powodu (… i te endorfiny uwalniane przy okazji, które jeszcze podsycają odczuwane szczęście). Nagle podróżowanie stało się takie… dostępne. Okazało się, że nie wymaga to jakichś ogromnych nakładów finansowych.

Wspominam przede wszystkim o podróżach rowerowych, bo to jest co najbardziej kocham, ale rower jest też obecny w moim życiu pomiędzy podróżami, na które mogę sobie pozwolić tylko w czasie urlopów, czy podczas dni wolnych. Również w te dni, które nie do końca należą do mnie, rower często odgrywa ważną rolę – czasami fajnie wyjść na nocną przejażdżkę i po prostu choćby przez godzinę, czy dwie pojeździć.

Rzeźba w jednym z Bułgarskich miast.
Międzybrodzie Bialskie / Polska
Góra Czupel

Ogólnie jest tak, że z pasją w życiu jest łatwiej. Pasja ma magiczną, jest taką tarczą na zło tego świata. Człowiek musi mieć coś, żeby się oderwać, żeby się realizować, żeby odpocząć (psychicznie, bo fizycznie niekoniecznie) w sposób, w jaki lubi najbardziej. Zauważam, że planując jakąś podróż ja kipię energią, chcę o tym mówić, tak głośno myślę, jak to może być i już na tym etapie mnie to cieszy. Poza tym dochodzi aspekt sprawdzenia siebie w sensie fizycznym w przypadku długich tras.

Mam nadzieję, że tym w roku (2018r.) uda mi się pobić mój rekord kilometrowy, czasowy. I na koniec wspomnę o tym, że wciąż jestem ogromnym łakomczuchem (potrafię zjeść 12 naleśników, czy paczkę makaronu), ale przez to jeżdżenie na rowerze chyba po mnie w ogóle tego nie widać (gdy nie jeździłam aż tak dużo było widać…). Tak, że chyba rower pomógł mi w wielu aspektach rozwinąć siebie. Uwielbiam jeździć na rowerze!

Wszystkie opublikowane zdjęcia pochodzą z prywatnego albumu Doroty Łuszczek.

Zainteresowała Cię osoba Doroty Łuszczek? koniecznie odwiedź blog: Nakręcona Kręceniem oraz Facebook: Nakręcona Kręceniem